Grodziska wczesnośredniowieczne czy ochrona przed powodzią?

Temat grodzisk jest bliski memu sercu, odwiedziłam ich wiele i setki znam ze zdjęć satelitarnych, lidaru i opracowań archeologicznych. To bardzo ciekawe przykłady dość prymitywnej architektury ziemnej, która jest zadziwiająco odporna na upływ czasu. Po wielu kamiennych zamkach zatarł się ślad, popadły w ruinę wraz z fundamentami (Średniowiecze), a grodziska przetrwały tysiąc lat z hakiem albo i dłużej. Oficjalnie.


Od lat się zastanawiam, jak to się stało, że one nadal są, że jest ich tak wiele, setki, tysiące i każdego roku odkrywane są nowe, choć bardziej płaskie i często widoczne dopiero na zdjęciach lotniczych. Dlaczego jedne grodziszcza przetrwały, są wysokie, mają nawet ponad dziesięć metrów wysokości, a inne ledwo pół metra?

Dlaczego jedne są tylko górką, a inne są płaskie i otoczone wysokim wałem? Albo kilkoma wałami? Dlaczego są pojedyncze lub podwójne? Historia tłumaczy je rozbudową, ale na wielu jasno widać, że niczego nie rozbudowywano, że od razu wał powstał na planie dwóch podobnej wielkości kół. A czasem jest to elipsa. A może mylimy różne obiekty?


Jest taka strona Atlas Grodzisk w Polsce, zawiera ona co ważniejsze obiekty, może jedną czwartą tego, co znajdujemy w terenie. Nie ma na niej wielu grodzisk z mojej okolicy. Mapa nie zawiera grodzisk z Warmii i Mazur. Zweryfikowane i ponoć przebadane, ale czy na pewno?

Kiedy czytam wyniki badan archeologicznych grodzisk, najczęściej natrafiam na śladowe ilości palenia ognisk, jakieś drewno, diabli wiedzą w jakim wieku, równie dobrze dzieci mogły sobie piec tam ziemniaki w XVII wieku. Archeolodzy najczęściej poprzestają na badaniach powierzchniowych i pojedynczych wykopach, by nie niszczyć struktury fizycznej obiektu, zrozumiałe. Co się znajduje w takim grodzisku? Najczęściej śmieci. Jakieś stare skorupy potłuczonych naczyń, popsute ozdoby, kawałki matowego szkła, monety, kości zwierząt. Konstrukcje wysokich budynków praktycznie nigdy.

Co ciekawe wiele z tych obiektów w ogóle nigdy nie pojawia się w zapiskach kronikarzy, a jeśli już to pod postacią szwedzkich gór czy obozów, a zatem związanych z zupełnie inną epoką historyczną. Rzeczywiście mogły być używane w kolejnych wojnach, pytanie tylko po ciężki amonit, jeśli są daleko poza miastami i nie bardzo wiadomo, do czego służyły Szwedom. Bo raczej nie do ataku, a do obrony w momencie tamtejszej technologii wojskowej tym bardziej. Przecież tam nie ma wody, źródeł. Nie ma skąd wziąć jedzenia. Taka górka otoczona wałem to idealna pułapka na wroga, a nie obrona. Wtedy już budowano bastiony i je niszczono kulami armatnimi, a szwedzkie wojska miały się chronić na grodziskach?

Czy tylko ja widzę nonsens tych opisów?


Otwarte pytanie do czytelników, a co jeśli było zupełnie inaczej. A co jeśli grodziska nigdy nie miały funkcji obronno-wojennej, ale obronno przeciwpowodziową?
Gdzie na ogół znajdują się grodziska? Rzadko tuż nad rzekami, ale w ich dolinach - to znaczy budowane były na terenach zalewowych niedużych rzek. Okresowo ich okolica stała w wodzie, bo przecież dowody na powodzie są w terenie widoczne na każdym zdjęciu satelitarnym i na lidarze. Więc jakim cudem te powodzie nie rozmyły górek z piasku i gliny przez ponad tysiąc lat? Wierzycie w to? No jakoś mi tak trudno, przecież powódź to ogromny żywioł, górka piachu to nic dla rwącej rzeki o średnicy kilkudziesięciu metrów. Zatem musiały do ochrony starczać na krotko i być co roku odbudowywane, przynajmniej do czasów, gdy klimat się ocieplił i duże powodzie się skończyły.


No dobrze, kiedy były ostatnie ogromne powodzie w Polsce? W XIX wieku moi państwo. Po osiem metrów i wyżej. W całym kraju. Bałtyk okresowo zamarzał i wówczas duże rzeki zaliczały tak zwaną cofkę, czyli cała woda z Wisły i Odry płynęła w przeciwnym kierunku wpływając również do koryt mniejszych rzek. Wszystko stało w wodzie po kominy. Gdzie uciekali ludzie? Na "szwedzkie górki", jedyne miejsce kilka metrów powyżej poziomu wody. A jeśli to nie były żadne grodziska tylko górki śmieciowe, które raz, dwa razy w roku były tylko tymczasowym schronem? A nie przykładem lechickiej państwowości?

Dopóki grodzisk było znalezionych mało, można było udawać, że mieszkali w nich pradawni wojowie Piasta Kołodzieja. No owszem, może czasami mieszkali. Ale jednocześnie znajdowano wiele osad poza grodziskami, zupełnie nieotoczonych wałami, czyli opłacało się budować je poza tymi górkami. Zatem przez dłuższy czas powodzi nie było wcale wzdłuż małych rzek, podobnie jak i dzisiaj. Co się stało z klimatem?


Dziwi też kolejna rzecz. Obecnie grodziska masowo porastają drzewami i jeśli są łyse, bez krzaków i drzew to tylko dlatego, że gmina dba o ich wycinanie. Jakim cudem nie było na nich ani jednego drzewa na zdjęciach z początku XX wieku? W ogóle w Polsce było wtedy podejrzanie mało drzew, jak na niewielką liczbę ludności. Grodzisk nie da się uprawiać, przynajmniej większość z nich nie nadaje się na wykorzystanie do tego celu (choć te większe i bardziej płaskie owszem, ale nawet tam na wałach rośnie gęsty lasek). Wszelkie zdjęcia lotnicze z przeszłości pokazują łyse góry. Totalnie, bez krzaków nawet. To jest dziwne.


Jest jeszcze inna hipoteza. Wokół grodzisk jest wiele mikrojeziorek, niby polodowcowych, które jednak widoczne są nie tylko na terenie lodowca, ale i na pustyni w Teksasie w Ameryce Północnej. Nikt nie lubi o nich mówić, bo co jak co, ale lodowca w Teksasie nie było. ;) Spiskowe teorie z Rosji mówią, że to nie są jeziorka polodowcowe ale ślady ataku nuklearnego (albo innej broni lub innego kataklizmu). A co jeśli grodziska to tylko rodzaje wałów po uderzeniu jakiegoś pocisku? Tak silnego, że zrobił się krater i wał? Spróbujcie w mokry piach wrzucić coś długiego i ostrego pionowo z góry, a potem wyjmijcie to coś. Będziecie mieli model grodziska. Może to kiedyś nagram na kanale. Do przemyślenia.


Wiecie co jest na ostatnim zdjęciu? Wygląda jak grodzisko? Wygląda. A to krater po meteorycie z Australii. Prawda, że można się pomylić?

Słowianie, Sławianie czy Hiperborejczycy?

Kiedy czytam różne źródła opisujące dzielność Słowian, udziały w wojnach i podbojach, jakoś mi to nie współgra ze społeczeństwem, które znam i obserwuję od urodzenia. Owszem, odwagi nam nie brak, ale etos zwycięzcy? Wielkie rycerstwo? No burdę Słowianin zrobić umie. Ale od razu wojnę? Na kacu? Eee.

Chyba dlatego mam wrażenie, że wiele z mitów Słowian to mity ogólnoeuropejskie, podrasowane w XIX wieku dla stworzenia społeczeństw narodowych. Każdemu narodowi trochę napisano historii, trochę baśni o wielkich bohaterach i tak już poszło. Żeby prowadzić wojny, trzeba stworzyć i wychować wojsko, a wojsko dobrze karmi się nie kaszą, ale właśnie opowieściami o niezwyciężonych.

Dlaczego jednak do Polaków bardziej pasują mi opowieści o Hiperborejczykach? Z prostej przyczyny. Bo był to lud ogrodniczy, pałający się rolą ale i ziołolecznictwem. Opisywany jako wegetariański, ale chyba hodowali zwierzęta na mleko i przetwory. Czy w micie o spokojnych, miłujących pokój "Heperborejach" nie ma więcej podobieństw do Słowian niż w opowieściach z Perunem w tle? A może to tylko historia i napadnięci Hiperborejczycy zmienili się w Lwy?

Archeologia pokazuje nam wiele rzeczy. Na przykład nasiona w grobach. Z kości można wywnioskować i dietę. Czy Prasłowianie jedli mięso? Prawdopodobnie okazyjnie. Znalezionych kości zwierzęcych było tak mało, że dla danej społeczności starczyłoby na kilka porcji rocznie. Zdecydowanie przeważała dieta bogata w proso i zioła, a nie dziczyzna, której wszak mieli po lasach pod dostatkiem. Ale najwyraźniej jej nie potrzebowali.

Jest taka fajna książeczka na Polonie, "Jarstwo i Wełniarstwo" Konstantego Moes-Oskragiełły z 1888 roku. Był on propagatorem diety wegetariańskiej, powrotu do natury i przy okazji dochody ze sprzedaży wełnianych ubrań (kooperacja). I jemu Hiperboreje bardziej pasowali do Słowian.

I kulturą stworzoną podług cyklu przyrody i wierzeniami związanymi z płodnością ziemi. Jemu też kojarzy się głagolica.
Wydaje się, że mięso było jadane dopiero od nastania Piastów, którzy tak lubili się z Niemcami, że chyba gardzili rodzimym ludem. No i pracą, bo po co pół roku pracować ciężko na roli, jeśli można od razu dziesięć dzików ustrzelić i zjeść. No, na zdrowie im to na pewno nie wyszło, bo marli jak muchy jeden po drugim. Wielu historyków podejrzewa, że im ktoś pomógł. No, czasy były niespokojne, ale zalewając sowicie alkoholem dzikie mięso, nie zawsze pierwszej świeżości, balansowało się na krawędzi.

A co jadł lud? Jest tyle artykułów w sieci, że ciężko mi jest się powtarzać. Podlinkuję je zatem.

Kuchnia jarska i rajska - artykuł na culture.pl O tym, jak w drugiej połowie XIX wieku powstał prężny ruch promujący w Polsce wegetarianizm, nawiązujący do zwyczajów przodków. Oskargiełło promował coś, co dzisiaj nazywamy witarianizmem, czyli spożywanie jak najwięcej posiłków w stanie surowym, takim jak stworzyła je natura. Obecnie ten nurt i w Polsce znajduje swoich propagatorów, takich jak Szaman XXI wieku.

Co jedli Słowianie - przystaneknauka - poleca książkę Małgorzaty Krasnej-Korycińskiej "Słowianie i Wikingowie". Jest tam o podstawie żywieniowej Słowian opartej na kaszach i zbożu. Jednak były to inne gatunki niż obecne. Białko mieli dzięki roślinom strączkowym, tak popularnym bobie czy fasoli. Uprawiano też marchew, ogórki, kapustę, cebulę, koper ogrodowy i rzepę. W sumie kapusta nadal jest popularna na polskim stole. Niewiele się zmieniło. Robiono też sery czyli Słowianie nie byli weganami. Alkohol - tylko miód. :)

Słowiańska dieta - tytus.edu.pl - Przyjemny artykuł pana Sałańskiego z podaniem źródeł i badaniach z Biskupina. "Badania archeologiczne wykazały, że na terenie Biskupina, zamieszkałego przez 800 do 1000 ludzi, znaleziono 2885 fragmentów kości ssaków, z czego kości zwierząt łownych stanowiły 9,6% ogółu. Dalsze obliczenia i szacunki wykazały, że kości te składały się zapewne na kilkaset zwierząt spożytych przez kilkaset osób na przestrzeni ponad stu lat. Ile posiłków mięsnych z tego wychodzi? Najprawdopodobniej jeden rocznie" - nie była to dieta wojowników lechitów. Jest tam za to sporo o kiszonkach, zupach, zalewajkach i piwie. Mięsem tylko uzupełniano roślinną podstawę diety.

Smaki Polski Historycznej: Co jedli Słowianie? - wywiad z Hanną i Pawłem Lisami, autorami książki "Kuchnia Słowian". Jest też o sztućcach i mitycznym widelcu, który był znany tu przed wiekami. A w światłej chrześcijańskiej Europie nie za bardzo. ;)

Dlatego wydaje mi się, że wielu wielbicieli Wielkiej Lechii powinno zrewidować swoje poglądy na dietę, albowiem prawdziwy Słowianin jadł zielono, a nie grillował stare kiełbasy z supermarketu. ;)


Miasta gwiazdy i ich ślady na terenie Polski Z

Kończę serię wpisów na temat twierdz gwiazd w Polsce i u naszych wschodnich sąsiadów. Nie oznacza to końca pracy, bo tak jak wcześniej pisałam, w międzyczasie znalazłam kilka nowych, o których sama nie wiedziałam. Dlatego poszczególne wpisy będą uzupełniane o kolejne miejsca. Znalazłam jeszcze kilkanaście miast. Myślę, że po jakimś czasie zrobię osobny wpis treści.

1. Zamość

To miasto twierdza znane jest głównie dlatego, że jest chyba najlepiej zachowane urbanistycznie. Jego historia podobnie jak w przypadku innych twierdz, niknie w mrokach historii. Przypisuje się jej budowę Zamoyskiemu (wg projektu włoskiego architekta, który chyba kupił w chińskiej promocji projekt twierdzy identycznej jak w całej Europie), ale czy drobnego polskiego arystokratę byłoby stać na tak ogromną budowę? Czy tylko zbudował sobie pałac i wyremontował istniejące mury?

Jak zwykle oglądamy detale, z których można dowiedzieć się o rozlicznych przebudowach i rozbudowach. Tyle dobrego, że nie wmawia się nam tak jak w przypadku Modlina czy Warszawy, że to Szwedzi Zamoyskiemu chałupę zbudowali.

Prócz miasta mamy jeszcze obok fort. Prawdopodobnie kiedyś było ich więcej, tylko ten ocalał.
Na lidarze łatwo zauważyć identyczny układ jak w cytadeli warszawskiej, tylko w Warszawie fort od miasta oddzieliła rzeka. Może car kupił plany twierdzy od Zamojskich? Jak sądzicie? Nie, ten car zlikwidował twierdzę w Zamościu i zaraz sobie zbudował taką samą pod Warszawą. No i co tam, dalej uważacie, że Wikipedia jest super źródłem? ;) 

Już nawet nie wiem po co mam wspominać o tajemniczych podziemnych korytarzach pod Zamościem, bo jak się zapewne domyślacie, wyglądają tak samo jak wszędzie.

2. Zbaraż (Ukraina)

Znane miejsce historycznie, ale czy z kształtu? A to mocarna twierdza była. Może zacznę od ciekawej mapy z nazwami miast. Wiecie, że praktycznie każde z nich ma ślady owych gwiezdnych fortów? Policzcie sobie, ile na to poszło cegły, kamieni, ilu ludzi musiało przy tym pracować bez maszyn, kto ich karmił, kto nadzorował prace, jak tam wokoło sami niepiśmienni chłopi rolni, co cegły z cegłą nie umieli połączyć, mieszkali.

A sam Zbaraż robi wrażenie na starych zdjęciach. Lecz zacznijmy od planów. Tu się nie dało ściemniać, że Szwedzi zbudowali, bo jak na złość wzmiankowano w tak zwanych źródłach gród w XIII wieku oblegany przez Rurykowiczów. Znamienna dla nas okolica połowy XVII wieku to zajęcie przez Turków i wymordowanie mieszkańców. Albo wzięcie w jasyr. Wygodna wersja, by nie tłumaczyć nagłego wyludnienia się okolicy i równie nagłego zaludnienia pokolenie później. Zwróćcie uwagę, że fortyfikacje obejmowały też obszar po drugiej stronie rzeki.
Takie to były czasy, że dla kilku chałup budowano wielkie twierdze, które były zdobywane, mieszkańców wybijano w pień, po czym do miasta sprowadzali się nowi, mieszkający na zewnątrz twierdzy, w teorii niczym niebronieni. Ja nie wiem nawet, jak o to pytać historyków, dlaczego ludziom spoza twierdzy włos z głowy nie spadał, gdy ginęli ci w środku w wyniku wojen.

Pałac magnacki rzecz jasna ma swoje ufortyfikowanie.
No i parę zdjęć starszych, które znalazłam w bibliotekach cyfrowych w domenie publicznej.
Natomiast co interesujące, obecnie na miejscu starego obrysu miasta jest dziura z wodą w większości. Tama, zalane i nie będziecie sobie zwiedzać niczego. Nie wiem czy wiecie, ale rzeka obok Zbaraża nazywa się Gniezna.

3.Złoczów (Ukraina)


Trudno znaleźć mapy tej twierdzy, chyba muszę lepiej guglać po ukraińsku. Mało znane miejsce, a warte odwiedzenia. Widzimy tu znaną z innych umocnień "latarenkę" i charakterystyczne bastiony. Dobra makieta, widać na niej zarys reszty umocnień.

Na google street ktoś miły zrobił zdjęcia i można sobie porównać.
 
Litera Z uboga, może z czasem się zapełni. Jeśli znacie jakieś miasta, których nie wymieniłam, zwłaszcza na kresach, wrzucajcie podpowiedzi w komentarzach.

Miasta gwiazdy i ich ślady na terenie Polski W

Jedno z najtrudniejszych miast gwiazd do opisania to stolica. Dziś to ogromne miasto i wiele starych twierdz z przedpola zostało zwyczajnie wchłoniętych. Ale dawne legendy o tajemniczych podziemiach miasta, gdzie buszuje złota kaczka spełniająca życzenia i inne bazyliszki do straszenia nimi dzieci, by nie łaziły pod ziemią, bo się zgubią, działają na wyobraźnię.

1. Warszawa


Praktycznie cały Zamek Królewski i starówka są zbudowane na dużym obwarowaniu, o wiele starszym, remontowanym sto razy i przebudowywanym. Nie dojdzie się kto i kiedy, bo po prostu nie zachowały się żadne źródła. Ot czasem jakiś rysunek, nie wiadomo czy projekt, czy inwentaryzacja.
W obrębie Warszawy możemy wyróżnić kilka twierdz z najstarszego pierścienia, który istniał jeszcze za Potopu szwedzkiego i na pewno nie został zbudowany przez Szwedów, bo najzwyczajniej istnieje na mapie obrony Warszawy. No chyba że Szwedzi specjalnie zbudowali bastiony wokół Warszawy, by ją zdobywać? ;)
Na rzeczonej mapie widać również fortyfikacje Pragi a nawet wokół zamku Ujazdowskiego.

Na wielu innych mapach widać różne poziomy ufortyfikowania stolicy, w pewnym momencie pojawia się też Cytadela, która jednak znowuż ma sporo na poziomie niższym niż budynki twierdzy. Tunele mogły być wcześniej, w tym tunel pod Wisłą, który istniał i łazili po nim ludzie, ale od kilku lat oficjalnie nie ma i nie było, hihi. No niech im będzie, tylko czym niby zwiewali powstańcy na Pragę z Żoliborza, przecież nie łódką. Zresztą w pewnym momencie Niemcy ten tunel znaleźli i zaczopowali, dlatego powstańcy musieli zwiewać inną trasą, bo droga pod rzeką odpadła.

 edit: lidar cytadeli z zaznaczonymi ciekawymi elementami obronnymi


Nie jestem w stanie opisać szczegółowo, bo to książki trzeba a nie wpisu na blogu. Rzucam hasło dla zainteresowanych, by sprawdzali różne rzeczy.
Plan Lindleya i jego kanały. Wszyscy wiemy, jak szybko je zbudowano pod całym miastem, jeszcze z cegły która przetrwała bombardowanie stolicy i w dużym procencie nadal ma się dobrze. Hop siup tralala. A skąd wzięto tyle cegły? Ileż cegielni musiało pracować non stop! Ileż glinianek musiało zostać wyżłobionych, by te cegly w ogóle mieć z czego robić. Co ciekawe, zdjęcia z budowy są. Ale już na zdjęciach kanały są gotowe i wyglądają nie jak nowo zbudowane, ale jak odkopane i nadmurowywane od góry, po prostu reperowane. A skąd wzięto kamień na kolumny? I po co kamienne kolumny w kanałach? Aaaa, wiem, planowali oprowadzać wycieczki po kanałach sto lat później, spryciolki. ;)
Widać, że sklepienia murowano od nowa. A dół? A nie wiadomo.
Plany podziemi lindleyowskich kanałów są pilnie strzeżone. Prawdopodobnie dlatego, że nie istnieją. I dopiero obecnie znany jest ich prawdziwy zasięg. Bo Lindley budował pod Warszawą tak, że zapędził się aż na Młociny. Miał rozmach w lesie kanały budować wiele kilometrów od miasta. Kto mu to sfinansował? Znowuż zbudowane do połowy.
No i na koniec Reduta Wolska, również interesująca. Polecam obejrzeć kosciół.

2. Wiśnicz


Dla odmiany kolejna willa twierdza. Wygląda jakby na gruzach wcześniejszych obwarowań rozmytych przez liczne powodzie zbudowano coś nowszego i tylko wzmocniono skarpy. Mur nie do ruszenia po setkach lat. W Wiśniczu są do zwiedzania podziemia. Zwiedzajcie, póki jeszcze wolno.
O, lew. Pamiętacie, co kiedyś pisałam o lwach? I tu się znalazł w detalu.
Zasada jest taka. Im większa twierdza, tym mniej artefaktów z detalami. Im mniejsza, tym łatwiej różne cuda obejrzeć. Okolica na lidarze i zaznaczone fragmenty bastionów


3. Wiśniowiec (Ukraina)


Znalazłam tylko plan, ale już widać, że najpierw musiała być ziemia, a dopiero potem pałac, bo wciskano go na siłę w istniejące obwarowania. Na pewno siedziba jest o wiele starsza niż istniejące zabudowania mieszkalne.
Na satelicie okolicy widać ślady szerszej gwiazdy, być może nigdy nie wykorzystanej (wałów ziemnych nie obmurowano lub mury rozebrano do budowy miasta). 

4. Wolin


Tak, wyspa Wolin i stara twierdza, tak stara że najstarsi górale nie pamiętają, jak długo. Podziemne miasto w Wolinie można nawet już zwiedzać. Ciekawe, czy są tam jakieś lwy.

Dziś śladów gwiazdy w Wolinie próżno szukać, ślad się strasznie rozmył przez atak morza... a kiedy to morze zaatakowało, że zalało wszystko? A nie wiadomo. Woda poleciała środkiem.

5. Wrocław


Miasto będące bardzo długo poza granicami Polski, rozrastało się długo, paliło, znów przebudowało. Dla zwykłego mieszkańca niewiele zostało ze starego obrysu murów. Ale stare mapy z obrysem bastionów są.

Z czasem bastiony się po prostu zazieleniły.
Czy jest trasa turystyczna zwiedzania podziemni wrocławskich? A i owszem. Ale jakiś schron czy drobny obszar. Całość jest nadal zamknięta dla wścibskich oczu, ale ten czy ów puści farbę. Ci hitlerowcy to jak Szwedzi, w trakcie wojny podziemne miasta budowali. W całej Polsce. Przypominam, że wojna trwała tylko sześć lat, z czego może tylko trzy w miarę spokojnie, by coś próbować budować. Plan z 1770 i satelita (plan jest do góry nogami).